Jacek Fedorowicz: Odkrywamy Jego Pochodzenie i Korzenie Rodzinne

Artysta z krwi, kości i… humorem

Jacek Fedorowicz – człowiek, który przez dziesięciolecia rozśmieszał Polaków, jednocześnie beztrosko obnażając absurdy rzeczywistości PRL i wolnej Polski. Któż go nie zna? Aktor, satyryk, rysownik, scenarzysta, komentator życia politycznego, a przy tym – jak się okazuje – również fascynujący potomny rodzinnych korzeni, które mogłyby zawstydzić niejednego genealoga. Skąd pochodzi ten mistrz ironii i ciętego języka? Spójrzmy bliżej na Jacek Fedorowicz pochodzenie, które – uprzedzamy – nie jest wcale tak oczywiste, jak jego dowcipy.

Rodzinne niespodzianki z Gdańska

Choć nazwisko Fedorowicz mogłoby sugerować korzenie sięgające gdzieś za Bug, sam Jacek przyszedł na świat 18 lipca 1937 roku w Gdyni. Dość szybko jednak jego losy – a dokładnie losy wojny – rzuciły go do Gdańska, gdzie osiadł na dobre. Tam wychował się, dorastał, tam też przesiąkł atmosferą portowego miasta, w którym każdy mówi innym językiem i każdy ma swoją historię. Nic więc dziwnego, że mały Jacek już od najmłodszych lat zaczął dostrzegać komizm w codzienności – bo jak nie śmiać się, gdy sąsiad szprecha po niemiecku, a drugi po kaszubsku, a rodzina po polsku?

Ojciec, który malował losy

Integralną częścią zagłębiania się w korzenie Fedorowicza jest poznanie jego rodziców. Ojciec Jacka, Jan Fedorowicz, był artystą-malarzem. I choć nie zdobył rozgłosu na miarę syna, jego twórczość inspirowała młodego Jacka do własnych prób artystycznych. Być może to właśnie atmosfera domu pełnego papierów, pędzli i zapachu terpentyny sprawiła, że chłopiec postanowił wybrać drogę kreatywności – z tą różnicą, że zamiast obrazy – tworzył skecze, rysunki satyryczne i dialogi.

Matka z charakterem i przodkami

Z kolei mama Jacka – Stanisława – była kobietą niezwykle energiczną i pragmatyczną, jak na tamte czasy przystało. Ale, co ciekawe, to właśnie od jej strony Jacek mógł pochwalić się ciekawszym drzewem genealogicznym. Jej ród miał korzenie szlacheckie, choć – jak sam Fedorowicz żartuje – z tej szlachectwa najbardziej zostało im nazwisko kończące się na „–icz”. To może wyjaśniać jego niezwykle naturalne poczucie wyższości nad absurdami rzeczywistości, które z taką łatwością wyśmiewał na ekranie i papierze.

Korzenie gęsto splecione z kulturą

Jacek Fedorowicz nie tylko w domu miał styczność z kulturą. Jego dalsi krewni także „kombinowali artystycznie”. Mówi się, że kuzyni mamy parający się literaturą czy muzyką byli częstymi gośćmi domu rodzinnego – dyskusje trwały po nocach, a Jacek chłonął to wszystko jak gąbka. Nic więc dziwnego, że kiedy przyszedł czas wyboru ścieżki zawodowej, nie wybrał ani inżynierii, ani handlu – tylko Akademię Sztuk Pięknych.

Choć studiowanie ASP w Gdańsku nie wydawało się oczywistym krokiem do zostania gwiazdą sceny, to właśnie w tym miejscu Jacek zaczął eksperymentować – zarówno z formą artystyczną, jak i z humorem. Ktoś powie: przypadek? A my powiemy: genetyka i aspiracje domowe!

Jacek Fedorowicz pochodzenie – śmiech zakorzeniony w przeszłości

Składając te wszystkie fakty – od malarskiego taty, przez energiczną mamę o możliwej szlacheckiej proweniencji, po tętniące życiem kulturalne otoczenie Gdańska – łatwo zrozumieć, że Fedorowicz nie mógł być kimś innym niż właśnie tym, kim jest: komentatorem rzeczywistości z ironicznym błyskiem w oku. Jego pochodzenie aż kłuje w oczy mieszaniną wrażliwości i dystansu – no bo jak inaczej można przetrwać PRL i robić sobie z niego żarty, jeśli nie mając w DNA odrobinę nuty Don Kichota i Stańczyka jednocześnie?

Kiedy dziś patrzymy na karierę Fedorowicza, nie sposób nie zauważyć, że jego śmiech jest mocno zakorzeniony – zarówno w geograficznym pomorzu, jak i w mentalnej mapie Polski, w której zawsze znajdzie się miejsce na autoironię. I właśnie dlatego poznanie jego przeszłości nie tylko rozjaśnia jego drogę życiową, ale i tłumaczy, skąd u niego taki zmysł do zauważania rzeczy, których nikt inny nie chce zauważyć.

Choć sam Fedorowicz zapewne obróciłby to wszystko w żart i powiedział, że pochodzenie to ważna rzecz, ale jeszcze ważniejsze jest, czy podstawówkę się skończyło, to my jesteśmy przekonani, że korzenie rodzinne tego artystycznego multitalentu miały ogromny wpływ na jego drogę. I dzięki nim dziś zamiast kolejnego nudnego inteligenta z dyplomem mamy wybitnego satyryka, który z lekkością rozbraja wszelkie powagi. A to – naszym zdaniem – dziedzictwo, które warto pielęgnować.