Queen of the Black – brzmi jak tytuł nadany królowej mrocznych zakamarków gotyckiego pałacu lub liderce zespołu blackmetalowego śpiewającej o upadłych aniołach przy blasku księżyca. Tymczasem okazuje się, że to znacznie więcej niż tylko metafora. To zjawisko, burza w internecie i fascynująca historia jednej z bardziej kontrowersyjnych postaci ostatnich miesięcy. Zaparz herbatkę (czarną, rzecz jasna) i zanurzmy się w ten pełen cieni świat online dramy, muzyki i pudrowej (czy raczej sadzy?) rewolucji.
Tajemnicza postać w czerni
Choć na pierwszy rzut oka wszystko pachnie estetką z TikToka, to jednak Queen of the Black to coś zupełnie innego. Julia Pelc, bo o niej mowa, przebojem wtargnęła do mentalno-internetowego uniwersum wielu odbiorców. Jej czarne stylizacje, upodobanie do alternatywnej estetyki, cięty język i kontrowersyjne wypowiedzi sprawiły, że jedni ją pokochali, inni znienawidzili – wszyscy natomiast nie mogli przestać o niej mówić. I nie możemy jej tego odmówić – wybiła się organicznie, bez cienia kompromisu. Chyba że mówimy o kompromisie z eyelinerem. Tu nie ma litości.
Ikona stylu spod znaku emocjonalnej ekstrawagancji
Nie od dziś wiadomo, że internet kocha wyraziste postaci. Jeśli jesteś przeciętny – przepadniesz w tłumie. Ale jeśli nosisz czarne soczewki, tapirujesz włosy na 30 cm, a twoje instastory przypomina trailer z horroru A24, to licz się z tym, że staniesz się memem. Julia Pelc uczyniła z tej estetyki oręż i pokazała, że gotycka dusza w XXI wieku może być influencerką, artystką i osobą publiczną – wszystko naraz. Jej fani podziwiają szczerość, bezkompromisowość i tę niespotykaną umiejętność łączenia black metalu z codziennymi rozkminami na temat świata.
Kiedy internet staje się tronem
Sława Pelc nie przyszła z dnia na dzień, choć wiele osób odczuło inaczej, gdy tylko jej wizerunek zajął ćwierć tablicy eksplorujjącej zakładkę Dla Ciebie. Queen of the Black zaczęła tworzyć kontent, który balansuje na granicy performance’u internetowego a sztuki współczesnej. I choć czasem trudno stwierdzić, gdzie kończy się ironia, a zaczyna autentyczność – nie da się zaprzeczyć, że w świecie, w którym wszystko musi być „estetyczne” i „PR-owo poprawne”, Pelc po prostu robi swoje. Czasem ostro przesadza, ale w końcu która królowa nie ma ciemniejszej strony swojej korony?
Kontrowersje to jej drugie imię
Jak każda postać, która potrafi przyciągać uwagę tłumów, Pelc nie uniknęła dram i afer. Były filmy, które podzieliły widownię, były wypowiedzi, które oburzyły zarówno konserwatystów, jak i progresywnych aktywistów. Ale może właśnie o to chodzi? Czy nie na tym polega bycie głosem swojego – choć niszowego – pokolenia? Jak mawia klasyk: „jeśli nie budzisz żadnych emocji – robisz coś źle”. A Julii z pewnością nie sposób zarzucić nijakości.
Źródło dramy czy przyszłość popkultury?
Niektórzy twierdzą, że queen of the black to tylko jeden z barwniejszych epizodów ery TikToka – takiej, jaką znamy: krótkiej, ostrej, ulotnej. Inni zaś upatrują w niej symptomów zmiany w definicji tego, kim jest celebryta, kim jest osoba publiczna i dlaczego nie musi się ona mieścić w normach kultury masowej. Może zamiast wyśmiewać ekscentryczne outfity i krzykliwe filmiki, warto zadać sobie pytanie, dlaczego cieszą się one aż takim zainteresowaniem. Może to nie ona jest dziwna, tylko my zbyt długo żyjemy w estetycznym matriksie?
Podsumowując: Julia Pelc, czyli nasza internetowa Queen of the Black, to nie tylko persona, ale i fenomen. Osoba, która w dobie bezpiecznego internetowego PR-u potrafi powiedzieć prawda boli, deal with it, dorzucić trzy warstwy czarnego eyelinera i jeszcze przekonać cię, że to wszystko ma sens. Czy zostanie uznana za ikonę? Czas pokaże. A na razie możemy ją oglądać, analizować, komentować i… zastanawiać się, czy przypadkiem w głębi duszy też nie zaczęliśmy szukać czarnej koronki i starej biżuterii z pchlego targu.